Znów nerwowy początek, ale po raz kolejny zakończenie z happy endem – tak w skrócie wyglądał wczorajszy mecz Stali z Gwardią Wrocław. Przegraliśmy pierwszego seta, ale w drugim zespół złapał już właściwy rytm. Wygraliśmy drugi mecz fazy play-off 3:1 i prowadzimy w rywalizacji do trzech zwycięstw już 2:0. Teraz przed nami wyjazd do Wrocławia. W stolicy Dolnego Śląska zagramy w najbliższą sobotę, 16 marca.

To już niemal stały obrazek, jaki oglądamy od wielu spotkań. Stalowcy wchodzą w mecz nerwowo,  pozwalając rywalowi na zbudowanie przewagi. Tak było też i tym razem. Dobrze dysponowani Lubaczewski i Superlak znów znakomicie serwowali i atakowali, a my nie potrafiliśmy znaleźć recepty na ich dobrą grę. Mimo, że odgryzaliśmy się niezłą zagrywką, to nie wystarczyło na drużynę przyjezdnych. Ostatecznie seta zakończył były zawodnik Stali. Lubaczewski pewnie skończył atak, zapewniając gościom wygraną w I partii 25:21.

Drugiego seta zaczęliśmy z wysokiego c. Zwłaszcza Maciej Zajder, którego koncertowa gra pozwoliła na zbudowanie solidnej przewagi już na początku partii. Coraz śmielej poczynał sobie też Bartosz Bućko, a dobrze funkcjonował nasz blok.  U rywali dwoił się i troił Lubaczewski, ale w tym secie to było za mało na coraz lepiej grającą Stal. Nasi w końcówce pozwolili jeszcze rywalom na zniwelowanie przewagi do dwóch oczek, ale w kluczowym momencie zagrali spokojnie i zwyciężyli pewnie 25:21.

Mocno wyrównana była trzecia partia. Znów świetnie grał Lubaczewski, ale po naszej stronie nie ustępował mu Bućko. Po asie serwisowym Łukasza Kaczorowskiego na tablicy widniał remis po 14. Żaden z zespołów nie był jednak w stanie wyraźnie „odjechać” rywalowi. Mocna wymiana ciosów toczyła się do stanu 20:20. Później to my przejęliśmy inicjatywę na boisku, punktując wrocławian, którym w tej partii nie udało się już zdobyć punktu.

Czwartego seta mocno rozpoczęli goście. Gdy wyszli na prowadzenie 8:4, trener Stelmach poprosił o czas. Przerwa dobrze podziałała na gospodarzy, a zupełnie wybiła z rytmu Gwardię. Po powrocie na parkiet nasi zaczęli szybko odrabiać straty. Znów fantastycznie grał Bućko, który zdobył wiele ważnych punktów, także z trudnych piłek. Stalowcy, niesieni znakomitym dopingiem kibiców, rośli z każdą akcją. W końcówce seta zbudowali przewagę, której nie oddali już do końca. Mecz zakończył skutecznym atakiem Łukasz Kaczorowski.

– Nie ma co się za dużo rozwodzić na temat tego meczu, to był kawał porządnej siatkówki w wykonania obu drużyn – powiedział po meczu trener Krzysztof Stelmach. – W mojej opinii z taką grą obie ekipy mogłyby grać w PlusLidze. Gwardia nie będzie czekać na wyrok i na pewno powalczy w kolejnym meczu.

 – Liczyliśmy, że jeżeli wynik będzie na styku Gwardia pęknie. Tak nie było. Goście stawiali opór cały czas i kibice mogli zobaczyć dobre widowisko – to z kolei pomeczowy komentarz MVP spotkania Bartosza Bućko. – W sobotę przed nami chyba najcięższy mecz i musimy pokazać dobrą siatkówkę.

Po tej wygranej jesteśmy o krok od wejścia do półfinału. Awans możemy przypieczętować już w sobotę. Wtedy zagramy z Gwardią we Wrocławiu. Początek meczu o godzinie 18.

Stal Nysa – Gwardia Wrocław 3:1 (21:25, 25:21, 25:20, 25:19)