Mark Lebedew: To jedna z najtrudniejszych porażek w mojej karierze

  • Home
  • chevron_right
  • Mark Lebedew: To jedna z najtrudniejszych porażek w mojej karierze
Mark Lebedew: To jedna z najtrudniejszych porażek w mojej karierze
event_note 01 maja 2026

Trenerze, kończymy sezon wcześniej, niż wszyscy zakładaliśmy. Patrząc wstecz na ostatnie miesiące, jak na chłodno ocenia Trener nasze występy w tych rozgrywkach?


M.L.: To był bardzo długi sezon – ponad dziewięć miesięcy od pierwszych treningów, łącznie 37 rozegranych meczów. Jako drużyna spędziliśmy ze sobą setki godzin; niektórzy z chłopaków widywali się ze sobą częściej niż z własnymi rodzinami. Przejechaliśmy tysiące kilometrów, dzieląc niezliczone emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Nie brakowało jasnych punktów – jak choćby awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w którym walczyliśmy z Lublinem, kilkukrotne wyciąganie wyniku ze stanu 0:2 czy odwrócenie „niemożliwego” meczu z Toruniem. Z czasem będę te chwile doceniał bardziej, ale dziś wciąż czuję ogromny ból po przegranej serii ćwierćfinalowej. To bolesna porażka, jedna z najtrudniejszych w mojej karierze. Przetrawienie jej zajmie dużo czasu.



Rywalizacja ćwierćfinałowa miała dwie twarze. Po dotkliwej porażce w pierwszym meczu, w drugim zobaczyliśmy zupełnie inny zespół, walczący do samego końca w tie-breaku. Czy zdaniem Trenera ten pierwszy mecz był kwestią 'tremy' i presji, czy po prostu potrzebowaliśmy takiego zimnego prysznica, by znaleźć sposób na system gry rywala?


M.L.: Trudno jednoznacznie ocenić. Ewidentnie nasze podejście w pierwszym spotkaniu nie było wystarczająco dobre. To, jak zareagowaliśmy w drugim meczu, pokazuje, że sygnał ostrzegawczy dotarł do drużyny i odpowiedzieliśmy naszą najlepszą siatkówką. Niestety, szkody zostały już wyrządzone. Pierwsza wygrana dała Bielsku ogromną pewność siebie, którą wykorzystali w kluczowych momentach drugiego starcia.



Mamy w składzie wielu doświadczonych graczy, którzy występowali już w PlusLidze i wiedzą, jak radzić sobie z presją. Dlaczego zatem w tym kluczowym tie-breaku nie zdołaliśmy przechylić szali zwycięstwa na naszą stronę?


M.L.: Presja ma różne oblicza. Czym innym jest gra przeciwko topowym zespołom, a czym innym mecz „o wszystko” w kontekście awansu lub spadku. Istnieje też różnica w tym, jak na presję reagują jednostki, a jak cała grupa. W trakcie sezonu rozegraliśmy aż dziewięć pięciosetówek, co zazwyczaj buduje odporność psychiczną właśnie na takie momenty. Tym razem jednak nie potrafiliśmy przekuć tego doświadczenia w „chłodne głowy” wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne.



Cel był jasny od pierwszego dnia – awans. Czy sądzi Trener, że ciężar tych oczekiwań wpłynął na postawę zespołu, gdy presja sięgnęła zenitu?


M.L.: Wewnątrz drużyny nie wywieraliśmy na siebie jakiejś szczególnej presji. Skupialiśmy się indywidualnie na każdym kolejnym meczu i na fazie play-off. Rzadko rozmawialiśmy bezpośrednio o samym awansie. Niemniej jednak nasze występy w Nysie były często słabsze niż te na wyjazdach. U siebie zdobyliśmy tylko 33 punkty, tracąc oczka z niżej notowanymi rywalami. Być może to pokazuje, że zespół odczuwał większą presję, grając przed własną publicznością.



W sezonie zasadniczym widzieliśmy zespół zdolny do zdominowania każdego, ale też momenty, w których ciężko nam było odnaleźć rytm. Co było głównym powodem, dla którego nie potrafiliśmy utrzymać wysokiego, stabilnego poziomu gry przez dłuższy czas?


M.L.: Przez cały sezon brakowało nam powtarzalności w fazie side-out (pierwsza akcja po własnym przyjęciu). To właśnie ten element gry decyduje o stabilności wyniku. Pracowaliśmy nad tym nieustannie, ale nie udało nam się utrzymać wysokiego poziomu na dłużej – potrafiliśmy grać świetnie przez seta, dwa lub przez dwa mecze z rzędu, ale brakowało nam stabilności. Drugim czynnikiem były urazy. Każdy zespół się z nimi zmaga, ale u nas czterech kluczowych graczy wypadło na dłużej z powodu kontuzji i chorób: Kosiba, Putkowski, Szczurek i Kowalski. O ile Putkowski i Szczurek wrócili do swojej optymalnej dyspozycji, o tyle Kosiba po przerwie świątecznej nie odzyskał 100% sprawności fizycznej. Nie zobaczyliśmy w tym sezonie jego najlepszej wersji. Z kolei Kowalski zmagał się z silną infekcją i nie zdążył w pełni dojść do siebie przed play-offami.



Poza końcową tabelą, trenerzy często patrzą na progres indywidualny. Czy jest zawodnik lub konkretny element naszej gry, który w Trenera oczach zrobił największy postęp od pierwszego treningu?


M.L.: Największy postęp zrobił Rafał Putkowski. Muszę przyznać szczerze, że w pierwszym tygodniu treningów nie byłem pewien, jak bardzo będzie w stanie nam pomóc. Szybko jednak pokazał swój potencjał i już w 4. kolejce wskoczył do wyjściowego składu. Stał się dla nas bardzo ważnym ogniwem, a jego kontuzja w Będzinie wyhamowała pęd, który drużyna budowała przed świętami.



Częstym punktem dyskusji wśród kibiców był brak stałej wyjściowej szóstki na przestrzeni sezonu zasadniczego. Zadając to jako pytanie od fanów: co stało za tak częstymi rotacjami? 


M.L.: Wspomniałem już o długotrwałych kontuzjach. Do tego dochodziły drobne infekcje, które zdarzają się co sezon – tu jeden mecz przerwy, tam drugi. Nie zawsze nagłaśnialiśmy te mniejsze problemy, ponieważ mieliśmy wyrównany skład i zawodników, którzy potrafili wejść i utrzymać poziom. Potwierdzeniem tego jest fakt, że aż dziewięciu różnych siatkarzy zdobywało statuetki MVP. Przy tak szerokiej kadrze, dla higieny pracy i motywacji, ważne jest, by każdy czuł się potrzebny i grał regularnie. Musieliśmy też zarządzać obciążeniami fizycznymi, by przygotować zespół na play-offy. To były główne powody rotacji.



Zakontraktowanie Axela Truhtcheva w trakcie rozgrywek było jasnym sygnałem, że klub aktywnie szukał sposobów na wzmocnienie składu. Z Trenera perspektywy, jak bardzo jego przyjście pomogło drużynie i jak wpłynęło na naszą grę w drugiej części sezonu?


M.L.: Axel od razu po przyjściu dał nam potężny impuls. Wniósł bardzo pozytywną energię, która zmieniła dynamikę grupy. Niestety, pewne kwestie osobiste nieco wybiły go z rytmu i nie pozwoliły na zbudowanie pełnej stabilizacji, ale ostatecznie był dla nas bardzo ważnym liderem.



Sukces na boisku często zależy od czegoś więcej niż tylko treningów i taktyki. Patrząc wstecz na cały sezon, czy uważa Trener, że zespół miał zapewnioną niezbędną stabilizację i wsparcie organizacyjne, by zrealizować cel awansu, czy może istniały jakieś czynniki pozasportowe, które Trenera zdaniem wpłynęły na koncentrację i postawę drużyny?


M.L.: Nie mogę wypowiadać się za każdego z osobna, ale z mojej perspektywy wsparcie ze strony klubu, pracowników biura, obsługi hali i wszystkich osób pracujących przy zespole było na doskonałym poziomie. Obcokrajowcy bardzo chwalili profesjonalizm klubu. Chciałbym też wyróżnić kibiców, którzy jeździli za nami na wyjazdy. Nawet na meczu pucharowym w Poznaniu, w czwartkowe popołudnie, byli z nami i nas dopingowali. To mnie pozytywnie zaskoczyło. Ich wsparcie było dla nas niezwykle ważne i bardzo je doceniamy.



W profesjonalnej siatkówce, szczególnie przy walce o awans, duża rotacja w składzie i roczne kontrakty to standardowe realia rynkowe. Jak odniósłby się Trener do opinii, że częste zmiany wpływają na zaangażowanie zespołu? Jak dba się o to, by zawodnicy pozostali w pełni profesjonalni i skupieni na celu do ostatniej piłki, niezależnie od ich planów na kolejny sezon?


M.L.: Taka jest rzeczywistość dzisiejszego sportu. Wierzę jednak, że profesjonalny zawodnik zawsze chce wygrywać – choćby ze względu na własną dumę i ambicję. Z praktycznego punktu widzenia: siatkarze są nieustannie obserwowani, oceniani, a ich rynkowa reputacja zmienia się z każdym meczem. Gra poniżej swoich możliwości po prostu im się nie opłaca. A jeśli trzeba im o tym przypomnieć, przypominam. 








Zakończenie sezonu to dla nas czas intensywnej pracy organizacyjnej. Chcemy, aby każda decyzja dotycząca przyszłości klubu była przemyślana i przybliżała nas do realizacji założonych celów. Wiemy, że czekacie na informacje dotyczące przyszłości drużyny – prosimy Was o cierpliwość. Zanim zaczniemy mówić o nowych transferach, chcemy najpierw podziękować tym zawodnikom, którzy nie zostaną z nami w kolejnym sezonie. O wszystkim będziemy informować w stosownym czasie, gdy tylko zapadną wiążące ustalenia.

Udostępnij
  • Facebook
  • X